no i umarłem, metaforycznie oczywiście.
połowa września dwutysięcznego roku. w warszawie
jest syf-pogoda, w tym mieście, gdzie zawsze jest syf-pogoda.
jest cicho, klawiatura wibruje pod palcami
i tekst jawi się na ekranie komputera w dotychczasowej postaci.
.
Żeby myśleć, patrzę w bok, kawałek dalej jeszcze, patrzę i widzę.
Wszystko naraz.
Podobne wpisy
* * * [żółte zęby w uśmiechu]
PrzezMarcin Wżółte zęby w uśmiechu, zarost uparcie wschodzący bez pór roku,banalna muzyka niby-inspirowana Tarotem- ile już lat się nie modlę ? -człowiek do wynajęcia, pusta skorupa na cudze myśli.oto moje życie: zdobywanie wiedzy, kobiet i kobiet-przyjaciół,bez zachowania odpowiedniej kolejności.czego się dowiem, patrząc w oczy dziewczyny,które zakochuje się we mnie,gdy zbyt długo patrzę w jej oczy? -niechybnie…
Niestabilny emocjonalnie mężczyzna po trzydziestce
PrzezMarcin WWiem, że wiersze są dla zakochanych nastolatek,studentów o wrażliwym głosie i krzywych zębach,którzy w ten sposób chcą znaleźć przyjaciela.Wiersze są dobre na zachłanność i na wypróżnienia.Na wrogość do świata i lęki codzienne.Na brak śmiałości i na pierwsze pryszcze.Kiedyś pisałem poezje, czytałem tony wierszy,dziś wiem, że wszystko wchłania cisza.Nie zrozumiałem dzięki temu więcej,choć z uporem godnym…
Doksa
PrzezMarcin WOto mam przed sobą zdjęcie: naga kobietaStoi tyłem do obiektywu.Lewa ręka oparta o ogrodowy stolik. Prawa -Z żółtą gąbką – dotyka biodra.W centrum fotografii pośladki pokryte mydlinami,Lekko ściśnięte. Na udach i pośladkach gęsia skórka.W prześwicie między rozsuniętymi nogamiWargi sromowe, mniejsze i większe, podświetlone.Nad pośladkami fragment pleców z niewielkim tatuażem.W tle – prócz stolika – gliniane…
Krzyki i szepty
PrzezMarcin WKilometry taśmy filmowej, wideo,gigabajty plików z filmamina płytach DVD i internetowych stronach;wielopostaciowość globalnego świata.Ból po godzinach pracy. Zmęczenie i ekipa,dźwiękowiec, z którym jeszcze da się pogadać.Żadne wyniosłe zdania. Słowa podstawowejak z rozmówek: Oh ja, oh oui, oh yes. A potemmarginesy kiosków, ulic, miast, showbiznesu.Aktorki porno wracają do domu,w torbach niosą krem na rozstępy,golarki jednorazowei makaron…
* * * [(to nie jest temat na wiersz w katolickiej Polsce)]
PrzezMarcin Wzakonnica w metrze, nóżka na nóżkę,różaniec w dłoni, po chwili go odkładapoprawia kołnierzyk i siada wreszciez paluszkiem na brodzie.Patrzę na nią, początkowo zdumiony,potem już tylko rozbawionyi wiem, o co chciałbymją zapytać (ta odwieczna tęsknota,by nieznajoma udzieliła nam odpowiedzi):”Proszę Siostry, czy papież zostanie zbawiony?- proszę powiedzieć, bo ks. Twardowskiemu to ja jakoś nie wierzę!”
Mój wielki wybuch
PrzezMarcin WTylko w tym obłędnym biegu,kiedy myśli wyprzedzająobroty planet, same siebie.mam to głębokie poczucie prawdy.Kiedy staję przed sobą nagi,w ostatnim szeregu obronyprzed okrutną prawdąi przegrywam.Wtedy myślę, że w ogóle nie jestem człowiekiem,lecz biologiczną konsekwencją kilku przeszłych zdarzeń.
