1.
znowu wieczór zmienia się w wiersz.
2.
litery to mój płaszcz,
szalik i wygodne buty.
3.
zima rozpływa się w chłodnym cieple,
parę kresek nad stopniem zero
zimy, tekstu, który zawsze chciałem stworzyć.
4.
wieczór już dawno zamienił się w noc,
deszcz skropił szyby mglistą śliną,
na ścianie ślad się ujawnił -
ściek dawno zapomniany.
5.
Podobne wpisy
* * * [nie będziemy się kochać]
PrzezMarcin Wnie będziemy się kochać.między nami położył się bóg.
* * * [człowiek]
PrzezMarcin Wczłowiek kurz spod powiekwygarnąćżeby przejrzał
* * * [gdyby wszystko]
PrzezMarcin Wgdyby wszystkomiało się dobrze skończyć,gdyby porankijak nowonarodzone dzieci,śliskie od krwi i płynu owodniowego były,gdyby ostatni momentratował przed nieuniknionym końcem,gdyby ulicebiegły zawsze ku świątyniom pełnym boga,gdyby głos,który mówi: witaj, żegnaj,odnawiał jak muzyka sfernie byłobytego co jestnie byłoby tegoco jestnie byłoby tego cojest
*** [Szanowny Panie Boże]
PrzezMarcin WSzanowny Panie Boże,[pisze poeta:]zakładając, że zdechnęw wieku lat mniej więcej sześćdziesięciu(jako szacowny garbus o przepalonym sercu),zostało mi jakieś trzydzieści lat,w tym dziesięć tysięcy dziewięćset pięćdziesiąt siedem dni(zakładając, że w tym czasie odbędzie się siedem przestępnych lat, siedem wspaniałych dwudziestodziewięciodniowych lutych),na co zmarnuję dwieście sześćdziesiąt dwa tysiące dziewięćset sześćdziesiąt osiem godzin, owe piętnaście milionów siedemset osiemdziesiąt…
wiersz nasenny (zimowy)
PrzezMarcin Wtańczące zmysły, eklektyczne sklepy,zbyt długo nie mogę zasnąćpo-raz-nie-wiem-który-w-tym-roku,neony w barwie błota, z okna widziane.przychodzą coraz częściej martwe sezony nocyi męczy gonitwa myśli.już nie mogę.już nie mogę.się rozpada, gdy tylko nie schwycę za pysk,gdy nie zakrywam twarzy.Więc piszę po ciemku. Tak jest łatwiej.
Mść
PrzezMarcin Wa jednak zwycięża.nawet gdy zaprzeczam.nawet jeśli nie wstępuję do kruchej wieży pamięci,nawet gdy oczy zamknąwszy,widzę tylko pusty horyzont i jasne nieme światło.to ona przychodzi.jak najpiękniejsza dziewczyna w pełni siebie,która mimo że byłeś zupełnie nic nie wart:…musiała cię naprawdę kochać! Warszawa, 2007 listopad
