Świętość imaginowana.
Tryptyk końca miłości.

I.
bóg wyznaczył jej drogę.
Nie mogła pokochać.
Jej suche łono
nigdy nie wypełniło się
męskim nasieniem.
W tej dumie tkwi
smutny kawałek moralności,
który nigdy siebie się nie bał.
Bał się zakonu/boga.

II.
dłonie madonny z średniowiecznego
błogosławieństwa.
Zrobiły się ciepłe na chwilę, gdy całowałem jej piersi.
Gdy cały płomieniem się stałem.

III.
Widziałem moment,
gdy spopielił się jej wzrok,
gdy twarz skierowała w ciemność.
W jej oczach zgasło życie.
Dowiedziałem się jak zimne jest piekło.
Milczała. To koniec? Spytałem.
Spytałem

Podobne wpisy

  • Zysk i strata

    – Po oglądaniu pornosów robię się melancholijny – powiedział.Trudno było mu nie wierzyć, skoro zawsze potem siadał przed oknem idługo patrzył na padający śnieg, deszcz, zachodzące słońce- z wyboru pór roku.A ty co robisz po oglądaniu pornosów?

  • Powrót do pisania (5 lat przerwy)

    1.znowu wieczór zmienia się w wiersz.2.litery to mój płaszcz,szalik i wygodne buty.3.zima rozpływa się w chłodnym cieple,parę kresek nad stopniem zerozimy, tekstu, który zawsze chciałem stworzyć.4.wieczór już dawno zamienił się w noc,deszcz skropił szyby mglistą śliną,na ścianie ślad się ujawnił -ściek dawno zapomniany.5.

  • Piętno

    No i jestem.Coraz smutniejszy, coraz bardziej zgarbiony,po chorobie schoermanna, rzecz jasna.Nie będzie lepiej. Bacznie więc przyglądam się ludziom,czy aby w ich oczach nie dostrzegę przypadkiemwyższości pomieszanej z wstydem.Kaleka w stopniu umiarkowanym.Jak aktor, poeta, błazen, ksiądz czy sędzia.Jeśli spojrzysz w moją stronę, zabiję cię bezgłośnie.

  • bezsenność

    śnieg spadł i wylazło wszystko,bloki sterczą za oknem odciętą szarością,ulica świeci nie swoim światłem i nie ma nieba więcejniż było.chciałbym to wszystko przewietrzyć.napowietrzyć to wszystko od nowa.błoniaste wyrwać milczenie,narośle godzin i minut.to nie kłuje, nie piecze, nie boli,nie ma prostej, znaczącej struktury,to narasta mdłościami, cierpkim smakiem w ustach,i jak oddech nieświeży faluje.