Świętość imaginowana.
Tryptyk końca miłości.

I.
bóg wyznaczył jej drogę.
Nie mogła pokochać.
Jej suche łono
nigdy nie wypełniło się
męskim nasieniem.
W tej dumie tkwi
smutny kawałek moralności,
który nigdy siebie się nie bał.
Bał się zakonu/boga.

II.
dłonie madonny z średniowiecznego
błogosławieństwa.
Zrobiły się ciepłe na chwilę, gdy całowałem jej piersi.
Gdy cały płomieniem się stałem.

III.
Widziałem moment,
gdy spopielił się jej wzrok,
gdy twarz skierowała w ciemność.
W jej oczach zgasło życie.
Dowiedziałem się jak zimne jest piekło.
Milczała. To koniec? Spytałem.
Spytałem

Podobne wpisy

  • Poza nurtem

    nie spieszę się do śmierci,w formie unormowanejdzień po dniu podążambez pośpiechu,(mam dziwną słabość do świata,więc nadal zmierzam)na własnych nogachswoim własnym tempemna moich oczach świat odmienia postać,można poznać nowych szczęśliwych.Ci nie mają wątpliwości, że życie ma sens,bo wiadomo od razu, że warto być na szczycie,że warto poużywaćŚWIATA,INNYCH,SIEBIE,CIAŁA JAK GARNITUR,KOSTIUM W JASNE PRĄŻKI LATA,W PĄSOWE WSTĄŻKI WIŚNIw…

  • bajka. archeologia

    więc to jednak moi zabili mnie ludzie,na bagnach, kamieniem trafiony w tył głowy.pierwszy rzucał, pierwszy trafił. upadłemnieładnie na twarz, wyciągnięte mam jeszczete ptasie ramiona. nikt w wiosce nie mógłznieść mej najedzonej chudości. niczegonie osiągnie ten chłopak, mówiła matka,ojciec – jak to ojciec – milczał. przypierwszej okazji, pierwszej nocy,gdy zabrakło mi czujności, zwykleuciekałem daleko, na bagna.bagna…

  • Prostak

    Mamw sobie niestety kawał prostego chama,jak smalecogórek kiszony isalceson;tę prostotę nieznośną- podwarszawską miarą szytei twarz, i ciało.Usta niby wysublimowane,ale gdy splunę,rozpoznasz to we mnie bezbłędniez kształtu śliny,z trajektorii jej lotu. Warszawa, 2007 listopad

  • *** [Szanowny Panie Boże]

    Szanowny Panie Boże,[pisze poeta:]zakładając, że zdechnęw wieku lat mniej więcej sześćdziesięciu(jako szacowny garbus o przepalonym sercu),zostało mi jakieś trzydzieści lat,w tym dziesięć tysięcy dziewięćset pięćdziesiąt siedem dni(zakładając, że w tym czasie odbędzie się siedem przestępnych lat, siedem wspaniałych dwudziestodziewięciodniowych lutych),na co zmarnuję dwieście sześćdziesiąt dwa tysiące dziewięćset sześćdziesiąt osiem godzin, owe piętnaście milionów siedemset osiemdziesiąt…