Nie mam już dla ciebie miejsca
(raz dwa trzy)
Nie mam już dla ciebie przestrzeni,
już nie mieścisz mi się w głowie.
Nie mam już dla ciebie czasu,
w pamięci rozpadasz się
w proch i w rytm.
Dziś do ciebie przyjść nie mogę.
(dziś jutro pojutrze)
Nawet przed i po śmierci.
Nawet na pogrzeb, nawet na twój głupi pogrzeb,
nawet na swój pogrzeb.
Niech cię już nie widzę,
nie słyszę, nie dotykam.
Nie mam dla ciebie dobrego słowa,
Nie mam dla ciebie wina w kieliszku,
bo nie ma kieliszków.
(Wytłukły się, rozpadło się szkło)
Odpadły listwy. I nikt ich nie przyklei.
Spadł kalendarz. Popękały kafelki.
Nie ma dla ciebie żadnej roboty. Naprawy, Do pracy.
Pieprzę twoje zabobony.
Mam je tu głęboko, pod czaszką.
Wszystkie durne przesądy. Martwe.
Nie uwierzę już w nic, w ten co tydzień
goniony rytuał. Osiemnasta za dziesięć.
NIE MA WE MNIE CIEBIE.
Skończyło się. Rano i wieczór.
Twoje voodoo.
Tak byliśmy różni i tak różni pozostaniemy.
Nie umiałaś się różnić.
Nic nie umiałaś.
Tyle miesięcy, dni, godzin.
Zakurzonych. Martwych. Pustych.

Nic nie ma.
Nic ma nic.

Podobne wpisy

  • Rembertów, strzelnica Legii, piątek 13 kwietnia

    Rembertów, strzelnica Legii, piątek 13 kwietnia,piękna pogoda, strzały,jakbym nagle trafił do piekła,a przynajmniej do bardziej śmiercionośnej epoki.zabawy ludzi – pomarańczowe krążki,nazywane przez nich rzutkami,symbol wolności, ruchu i ucieczki,wylatują w powietrze z wielką mocą nadziei…ale już gonią za nimi zgłodniałe pociski,dumne ze swej siły i wigoru. Huk. Huk. Huk.jest jak w życiu, niektóre rzutki umykają,padają gdzieś…

  • Poemat o Hiobie

    Chyba jestem głęboko niesprawiedliwy.Jak bóg,który z wyjątkowo błahych pobudek ambicjonalnych(zachowuje się jak wiceprezes ważnej spółkigiełdowej, której dał dżons spadł poniżej pasa),ciąga w te i wewte tego biednego Hioba,porządnego chłopinę, który nie zrobił nic złego, NIC!Łacha go, pozbawia zdrowia, szczęściai wszelkiej pomyślności. Zabiera dzieci, żonęi wszystkie inne miłe stworzenia, do których w chwili desperacjimoże przytulić się…

  • Re-konstrukcja zdarzeń

    Co cię obchodzi ten zamierający punkt w nieskończonej przestrzeń.Co może znaczyć ten słowotok , tok słów, które z tężejącą niechęcią wypowiadam.Co tak bardzo lękiem cię napawa? Czego się boisz tak bardzo,że umierasz ze strachu w tym śmiechu.Nic nam nie da ta rozmowa,bo rozmawiamy o niczym.Jak ptaki, drzewa, obłoki.Ten, którym jestem.O tym, że jestem.Nad tym, kim…

  • * * * [bracie, umieram tu, na mojej prowincji]

    bracie, umieram tu, na mojej prowincji,wśród blokówludzisprawpustosamotny, pustopusty.i takijestem wątpliwy,na dłonie patrzęwidzę, jak się starzeją,szczuplejszemniejsze.zjembudyń, gorący ma być koniecznie,boniezdrowy. muszę się ratować.bez siebiemnie nie będzie.jabezemnie nie istnieje.więc pozostanie tylkojasnoszary uśmiech na zdjęciu, nicwięcej,a śmierć…(miejmynadziejęże śmierćjest puchatym bałwankiem,który stopnieje wmarcu nim zakwitnąkwiaty).

  • Kolęda (2006)

    Chrystus narodzony, dwa tygodnie opierdalałem się na to konto.Z tej okazjinajadłem się śledzi z tradycyjną sałatką z kukurydzy,najadłem się sernika z rodzynkami,najadłem się wstydu, śmiechu i nudy.najadłem się chleba.Promocji nie zauważyłem.Oferty nie przyjąłem.Kredytu nie wziąłem.Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.

  • Ich królestwo

    Z rękami w kieszeniach dresówstają panowie tej krainy.Bohaterowie codzienności.Musisz uwierzyć w ich słomiane dzieci,kobiety tłustowłose, blondibóstwa,lub wychudzone przez gruźlicę,brunetki w białych koronkach,z których lumpendumęwywiał speed, wiatr i chłód,a oni mieli ciężki dzień na siłownii preparaty na przyrost masymięśniowej brali. Przypisani do swoichnieswoich samochodów.Ciasnych mieszkań w osiedlowychblokach i drużyny piłkarskiej.