Dla J.K.

Kiedy drętwieje lewa strona ciała,
myślę, że jeszcze za wcześnie, jeszcze chwilę,
trzeba się związać w sobie, odetchnąć szeroko
i unieść ciało w górę, na ziemi stając.
Ciało - mizerna płachta obciągniętej skóry,
wokół kości i miękkiego żołądka.

Wściekły.
Sprawdzę je, dam mu zadanie,
niech udowodni, że jeszcze krąży
krew po zwężonych żyłach.
I niech nawet nie śmie jęknąć.
Bo je zabiję.

Podobne wpisy

  • Poemat o Hiobie

    Chyba jestem głęboko niesprawiedliwy.Jak bóg,który z wyjątkowo błahych pobudek ambicjonalnych(zachowuje się jak wiceprezes ważnej spółkigiełdowej, której dał dżons spadł poniżej pasa),ciąga w te i wewte tego biednego Hioba,porządnego chłopinę, który nie zrobił nic złego, NIC!Łacha go, pozbawia zdrowia, szczęściai wszelkiej pomyślności. Zabiera dzieci, żonęi wszystkie inne miłe stworzenia, do których w chwili desperacjimoże przytulić się…

  • kobieta

    ona wierzy, że jest z Wenus,ona wie, ile trwa cosmoorgazm,ona kupiła ten zestaw:spodnie do kolan i wysokie buty.Ona pracuje co dzień.Wieczorem wychodzi.Ona piersi kremuje i uda.I boi się bardziej starościniż śmierci.

  • * * * [Nie mam już dla ciebie miejsca]

    Nie mam już dla ciebie miejsca(raz dwa trzy)Nie mam już dla ciebie przestrzeni,już nie mieścisz mi się w głowie.Nie mam już dla ciebie czasu,w pamięci rozpadasz sięw proch i w rytm.Dziś do ciebie przyjść nie mogę.(dziś jutro pojutrze)Nawet przed i po śmierci.Nawet na pogrzeb, nawet na twój głupi pogrzeb,nawet na swój pogrzeb.Niech cię już nie…

  • *** [Szanowny Panie Boże]

    Szanowny Panie Boże,[pisze poeta:]zakładając, że zdechnęw wieku lat mniej więcej sześćdziesięciu(jako szacowny garbus o przepalonym sercu),zostało mi jakieś trzydzieści lat,w tym dziesięć tysięcy dziewięćset pięćdziesiąt siedem dni(zakładając, że w tym czasie odbędzie się siedem przestępnych lat, siedem wspaniałych dwudziestodziewięciodniowych lutych),na co zmarnuję dwieście sześćdziesiąt dwa tysiące dziewięćset sześćdziesiąt osiem godzin, owe piętnaście milionów siedemset osiemdziesiąt…

  • Tęsknota

    Potrzebuję cię, wróć,nie mam ochoty na siebie,mam ochotę na ciebie,ciebie chcę,daleko dalej niż należy,za daleko,jesteś zbyt daleko,zanim tam dojdę, umrę.Umrę bez ciebie, przez ciebie,uważaj!, jestem śmiertelny,nie licz na mnie, nie jestem wieczny,umrę, nie będę tu czekał.Mam głowę pociskiem przebitą,krwawię i twarz mi zbielała.Nie mogę żyć bez ciebie,bez ciebie mogę tylko umrzeć.Nie chcę być sam.Sam starzeję…